W związku z opublikowaniem Raportu o stanie województwa kujawsko-pomorskiego za 2024 rok, przygotowanego przez Zarząd Województwa, pragniemy odnieść się do zawartych w nim treści, które podsumowują działania samorządu w minionym roku. Dokument ten stanowi podstawę do debaty nad udzieleniem zarządowi wotum zaufania podczas sesji Sejmiku zaplanowanej na 27 maja 2025 roku. W raporcie zawarto również stanowisko dotyczące roli Bydgoszczy i Torunia w rozwoju regionu oraz ich funkcji metropolitalnych. Zapis ten wzbudza wątpliwości, szczególnie w kontekście postrzeganego ograniczania roli Bydgoszczy i forsowania wspólnej metropolii bez należytego uwzględnienia głosu jej mieszkańców.
Zarząd Województwa konsekwentnie, tak jak przez cały dotychczasowy okres funkcjonowania Kujawsko-Pomorskiego, przyjął w tej debacie stanowisko, że w naszym województwie funkcjonują dwa główne ośrodki miejskie, które pod względem szeroko rozumianego wpływu na prawidłowy rozwój województwa jako całości, zamieszkiwanego przez 2 miliony mieszkańców(…)Reasumując – w Województwie Kujawsko-Pomorskim funkcjonują dwa ośrodki w sposób tak samo ważny odpowiedzialne za rozwój województwa, ale jednocześnie także z perspektywy funkcjonowania Polski powinny być one zaliczane do kategorii ośrodków kluczowych
Deklaracja Zarządu Województwa, że Bydgoszcz i Toruń są „w sposób tak samo ważny odpowiedzialne za rozwój województwa”, to kolejna próba politycznego zrównania dwóch miast o zupełnie odmiennym potencjale. Argument o „dwóch równorzędnych ośrodkach” opiera się wyłącznie na sztucznie narzuconej strukturze administracyjnej sprzed 25 lat, która od początku była kompromisem politycznym – nie odzwierciedleniem rzeczywistej siły społecznej, gospodarczej i infrastrukturalnej miast.
Od tamtej pory Bydgoszcz, największe miasto regionu i jeden z głównych ośrodków przemysłowych i akademickich Polski, konsekwentnie jest sprowadzana do roli „jednej z dwóch stolic” – zrównywana z ośrodkiem o niemal połowę mniejszym potencjale ludnościowym i gospodarczym. Takie podejście nie tylko hamuje rozwój regionu, ale przede wszystkim oznacza systemowe wyrównywanie Bydgoszczy w dół – tłumaczone fałszywą symetrią, której nie popierają ani liczby, ani fakty.
W rzeczywistości to właśnie Bydgoszcz powinna odgrywać centralną rolę w sieci osadniczej województwa – zarówno z uwagi na swój rzeczywisty potencjał, jak i odpowiedzialność administracyjną, jaką jej narzucono podczas reformy z 1999 roku. Próby dalszego forsowania koncepcji „dwóch równych biegunów” bez krytycznego spojrzenia na skutki tej fikcji to polityka stagnacji i dalszego podważania zaufania mieszkańców największego miasta regionu.
(przypis) Nawet obecnie Prezydent Bydgoszczy bardzo często podkreśla, że przepływy osób między Bydgoszczą a Toruniem są bardzo niskie (wg NSP 2021 do Bydgoszczy dojeżdża ponad 1,5 tys. osób z Torunia, a do Torunia ponad 800 z Bydgoszczy). Ten fakt potwierdza, że miasta te nie są od siebie silnie zależne. Przytaczane przez Prezydenta Bydgoszczy dane o niewielkich dojazdach z Torunia do Bydgoszczy dowodzą, że w układach hierarchicznych Toruń jest miastem równorzędnym, a nie ulokowanym niżej. Gdyby było inaczej, miałaby miejsce duża skala dojazdów. Ponieważ zarówno Bydgoszcz jak i Toruń posiadają dobrze rozwinięty zakres funkcji regionalnych, nie zachodzi potrzeba by ich mieszkańcy zmuszeni byli do korzystania z oferty drugiego z miast. W takiej sytuacji związki zachodzą głównie w tych obszarach, gdzie sąsiednie miasto wykazuje jakąś istotną różnicę – np. oferuje kierunek studiów niedostępny w miejscu zamieszkania albo lepiej płatną lub bardziej adekwatną do zainteresowań pracę. Istotą argumentacji Samorządu Województwa o rzeczywistej dwustołeczności jest fakt, że obydwa miasta prezentują szeroką ofertę dla całego regionu, a nie nawzajem dla siebie. Jeśli spojrzy się wyłącznie na dojazdy do pracy, choć w kontekście funkcji regionalnych jest to bardzo niedoskonały wskaźnik, to np. liczba dojeżdżających do pracy z Grudziądza do Bydgoszczy i do Torunia jest niemal identyczna.
Województwo Kujawsko-Pomorskie nie dysponuje własnymi, aktualnymi danymi dotyczącymi rzeczywistych przepływów mieszkańców między Bydgoszczą a Toruniem. Cała argumentacja opiera się na wypowiedziach Prezydenta Bruskiego oraz danych z Narodowego Spisu Powszechnego z 2021 roku — czyli sprzed czterech lat. Na tej podstawie Zarząd Województwa utrzymuje tezę o równorzędności obu miast, nie podejmując jednak żadnej rzetelnej analizy zmian, jakie mogły nastąpić w ostatnich latach.
Brak systematycznego monitorowania i aktualizacji danych świadczy o tendencyjnym podejściu – analizie wybiórczej, która służy jedynie utrzymaniu forsowanej tezy o „dwustołeczności” województwa. Nie jest przypadkiem, że Zarząd nie interesuje się dynamiką przemieszczania się mieszkańców między miastami, bo taka analiza mogłaby zagrozić wygodnemu, lecz fałszywemu obrazowi równorzędności Bydgoszczy i Torunia.
W efekcie mamy do czynienia z polityką informacyjnej fikcji, która ignoruje realne procesy społeczne i gospodarcze, a przez to utrudnia podejmowanie adekwatnych decyzji rozwojowych dla regionu. Takie postępowanie nie służy mieszkańcom, lecz partykularnym interesom i utrwalaniu status quo.
Nawet w raporcie przygotowanym przez Urząd Marszałkowski na potrzeby „metropolii toruńskiej” wskazano, że to Bydgoszcz jest głównym celem wyjazdów do pracy z Torunia. Toruń dla mieszkańców Bydgoszczy zajmuje dopiero trzecie miejsce, co podważa tezę o jego nadrzędnej roli funkcjonalnej.
Zarówno na terenie Kujawsko – Pomorskiego, jak i Lubuskiego, w momencie ustanawiania nowego podziału administracyjnego, funkcjonowały dwa ośrodki wyposażone w funkcje, których oczekiwano od stolic nowych województw, choć żadne z miast nie posiadało pełnego zakresu niezbędnych funkcji regionalnych, porównywalnego z największymi wówczas miastami w Polsce. I Bydgoszcz, i Toruń posiadały predyspozycje do pełnienia roli stolicy województwa, ale jednocześnie żaden z ośrodków nie dominował funkcjonalnie nad drugim z ośrodków w sposób tak wyraźny, że celowe i właściwe byłoby skupienie stołeczności w jednym z nich. Przy czym podkreśla Odnosząc się do Kujawsko-Pomorskiego, warto zauważyć, że Bydgoszcz w 1999 roku nie posiadała uczelni o statusie uniwersytetu lub politechniki.
Jedynym argumentem na rzecz tezy o równorzędności Bydgoszczy i Torunia w 1999 roku był brak w Bydgoszczy uniwersytetu lub politechniki. Jednak już wtedy Bydgoszcz posiadała uczelnie wyższe, podobnie jak na przykład Szczecin, który nie został traktowany na równi z innymi miastami tylko dlatego, że nie miał uniwersytetu. Ten fakt został wykorzystany jako pretekst do narzucenia równości obu miast, mimo że Bydgoszcz była znacznie większym i bardziej rozwiniętym ośrodkiem miejskim pod względem gospodarczym i demograficznym.
Niektóre z funkcji regionalnych i metropolitalnych są reprezentowane w obydwu ośrodkach, a więc w tych aspektach wzajemnie wzmacniają one swoje potencjały, a niektóre tylko w jednym z ośrodków, a więc w tych aspektach są one względem siebie komplementarne
Zarząd Województwa nie wskazał, w jakich konkretnie obszarach dwa główne ośrodki są względem siebie komplementarne ani w jaki sposób miałyby się wzajemnie wzmacniać. Deklaracje o „równości” pozostają pustymi hasłami, jeśli nie towarzyszą im realne działania. Przeciwnie – najnowszym przykładem jest decyzja Zarządu o likwidacji Wojewódzkiego Ośrodka Medycyny Pracy w Bydgoszczy, co podważa deklarowaną równorzędność obu miast.
Jednym z podstawowych błędów popełnianych przy porównywaniu miast, jest bazowanie na liczbie ich mieszkańców, a nie na liczbie, zróżnicowaniu i jakości oferowanych usług lub potencjału ekonomicznego i innowacyjnego podmiotów gospodarczych w nich funkcjonujących. Tymczasem znaczenie miasta w sieci osadniczej buduje nie liczba mieszkańców, a zdolność do oddziaływania zewnętrznego poprzez wspomniane instytucje i podmioty. Niezwykle ważne jest skupienie w najważniejszych ośrodkach funkcji decyzyjnych – a więc zdolność do podejmowania decyzji i kreowania rozwoju obszarów obsługiwanych przez dany ośrodek („podporządkowanych mu funkcjonalnie
Narracja mająca na celu zrównanie znaczenia Bydgoszczy i Torunia pomija podstawowy fakt: potencjał demograficzny Bydgoszczy, znacznie przewyższający Toruń, jest kluczowym wskaźnikiem dla lokalizacji usług publicznych i funkcji metropolitalnych. Próby pomijania demografii i skupiania się wyłącznie na „decyzyjności” i rzekomej jakości instytucji są nie tylko manipulacyjne, ale też obnażają rzeczywistą politykę Zarządu Województwa, który od lat konsekwentnie tworzy i lokuje kluczowe instytucje wyłącznie w Toruniu – właśnie po to, by sztucznie budować jego pozycję jako centrum decyzyjnego. To nie obiektywna analiza, lecz celowa polityka osłabiająca Bydgoszcz i jej znaczenie w układzie regionalnym.

(przypis) Oczywiście dla większości działalności regionalnych większa liczba mieszkańców stanowi czynnik katalizujący ich rozwój, nie jest to jednak prosta zależność i można znaleźć zarówno przykłady relatywnie małych miast dobrze wyposażonych w funkcje regionalne, jak i znacznie większych nie mających pod tym względem zbyt dużego znaczenia. Funkcje regionalne nie rozwiną się w pełni w zbyt małym mieście, ale przykład Rzeszowa, który liczy tylko 2,5 tys. mieszkańców więcej od Torunia wskazuje, że kategoria miast około 200-tysięcznych, jest już wystarczająca dla właściwej realizacji funkcji stołecznych
Autorzy przyznają, że „większa liczba mieszkańców stanowi czynnik katalizujący rozwój”, ale próbują osłabić znaczenie demografii, powołując się na przykład Rzeszowa. Porównanie to jest całkowicie nietrafione – Rzeszów jest jedynym dużym ośrodkiem w województwie podkarpackim, pełni funkcję jednoznacznej stolicy regionu i korzysta z pełni kompetencji administracyjnych. Co więcej, zyskał na znaczeniu także dzięki przyłączaniu gmin ościennych, co zwiększyło zarówno jego liczbę ludności, jak i potencjał rozwojowy. Tymczasem w województwie kujawsko-pomorskim obok Torunia funkcjonuje Bydgoszcz – miasto znacznie większe i silniejsze demograficznie, którego rola jest systemowo marginalizowana. Nie da się zatem uczciwie porównywać sytuacji Torunia do Rzeszowa – bo na Podkarpaciu po prostu nie ma drugiego ośrodka tej skali co Bydgoszcz.

Wszystkie te zagadnienia, które zalicza się do funkcji regionalnych, budują także zdolność danego miasta do kształtowania harmonijnego rozwoju Państwa Polskiego, bowiem są to dziedziny, które powodują powiązania i zależności o zasięgu ponadregionalnym (co jest czasem określane „sieciowaniem współpracy na rzecz rozwoju kraju”, a pełnienie roli ośrodków oddziałujących poza „swój” region, a zwłaszcza poza granice kraju, uprawnia do określania miasta mianem „metropolii”)
W dokumencie słusznie podkreślono, że funkcje regionalne przyczyniają się do budowy ponadregionalnych powiązań i mogą legitymizować określanie miasta mianem „metropolii”. Jednak w tym kontekście warto przypomnieć, że nawet w „Raporcie o potencjale metropolitalnym Torunia” wskazano, iż ponad połowa gmin z tzw. obszaru funkcjonalnego Torunia nie wykazuje żadnych realnych powiązań funkcjonalnych z tym miastem. Oznacza to, że deklarowany zasięg oddziaływania Torunia ma charakter głównie teoretyczny i nie znajduje potwierdzenia w praktyce. Próby przedstawiania Torunia jako ośrodka metropolitalnego są więc oderwane od rzeczywistej struktury osadniczej i funkcjonalnej regionu.
Dobrą ilustracją jest tu relacja pomiędzy siedzibą, a oddziałem uczelni wyższej zlokalizowanym w innym mieście. To w siedzibie podejmuje się decyzje o kierunkach kształcenia w oddziale, o liczbie kształconych studentów, o inwestycjach w infrastrukturę, w tym także tą wpływającą na jakość kształcenia, w oddziałach rzadziej prowadzi się badania naukowe (więc nie zawsze jest potrzeba inwestowania w specjalistyczną bazę), a dorobek naukowy pracowników oddziału jest wliczany do dorobku uczelni utożsamianej przecież z miastem, w którym ma ona siedzibę. Oddział uczelni zlokalizowany w danym mieście, umożliwia więc głównie tylko zdobycie wykształcenia, ale zazwyczaj nie przyczynia się do poprawy dorobku naukowo-badawczego „zaliczanego na konto miasta, w którym działa”. Właśnie z tych powodów, jeśli ocenia się potencjał regionalny lub metropolitalny danego miasta, kluczowe znaczenie ma liczba uczelni mających siedzibę w danym mieście. Oczywiście nie deprecjonuje to wskaźnika liczby studentów, bo mieszkając w danym mieście są konsumentami dóbr i usług przez nie oferowanych, studenci zamiejscowi transferują do danego miasta środki finansowe wypracowane poza nim – pobudzają rynek nieruchomości, handel, rozrywki, niekiedy w różnym wymiarze wykonują różne prace, a po zakończeniu studiów będą z sentymentem wspominać ich okres i może zwiążą swoją przyszłość z miastem, w którym studiowali – a więc obecność studentów w mieście przyczynia się do jego rozwoju, ale nie w dziedzinach kluczowych dla budowy jego pozycji jako ośrodka regionalnego lub ponadregionalnego.
Sytuacja, w której dorobek naukowy i potencjał akademicki generowany w jednym mieście – jak w przypadku Bydgoszczy – jest formalnie przypisywany innemu ośrodkowi, stanowi poważne zaburzenie sprawiedliwości akademickiej i regionalnej. To nie tylko kwestia statystyk – to realne konsekwencje dla rozwoju naukowego, gospodarczego i społecznego. Szczególnie jaskrawym przykładem takiej niesprawiedliwości jest relacja między Collegium Medicum w Bydgoszczy a Uniwersytetem Mikołaja Kopernika w Toruniu.
Collegium Medicum, powstałe na bazie dawnej Akademii Medycznej w Bydgoszczy, odpowiada dziś za około 30–40% całego potencjału naukowego UMK. Mimo to to Toruń, jako siedziba uczelni, przypisuje sobie ten dorobek, co sztucznie zawyża jego pozycję jako ośrodka akademickiego, a jednocześnie marginalizuje rzeczywisty wkład Bydgoszczy. Do tego dochodzi lokalizowanie siedzib spółek typu spin-off w Toruniu, mimo że wywodzą się one z działalności Collegium Medicum w Bydgoszczy.
Co gorsza, już podejmowano próby połączenia dwóch bydgoskich szpitali uniwersyteckich, co mogło się odbyć ze szkodą dla pacjentów i mieszkańców miasta. Jedynie zdecydowany sprzeciw społeczny powstrzymał rektora UMK przed realizacją tego działania. To pokazuje, że centralizacja decyzji w Toruniu może mieć realne, negatywne skutki dla bydgoszczan – zarówno w dostępie do ochrony zdrowia, jak i w rozwoju lokalnych instytucji naukowych.
Właśnie dlatego tak ważny i uzasadniony jest postulat wyodrębnienia dawnej Akademii Medycznej z UMK i utworzenia niezależnego Uniwersytetu Medycznego w Bydgoszczy. Ten obywatelski projekt został poparty przez ponad 150 tysięcy mieszkańców i trafił do Sejmu. To wyraz silnej potrzeby mieszkańców Bydgoszczy, by ośrodek naukowy o tak dużym potencjale mógł rozwijać się samodzielnie, odpowiadać na lokalne potrzeby i wreszcie być sprawiedliwie reprezentowany w przestrzeni akademickiej i publicznej. Tylko realne oddzielenie struktur może przywrócić równowagę i uczciwość w przypisywaniu dorobku naukowego oraz zapewnić Bydgoszczy należne jej miejsce na mapie akademickiej Polski.
Rozpatrując miejsce i potencjał Bydgoszczy i Torunia w sieci osadniczej należy wspomnieć, że miasta te tworzą układ osadniczy całkowicie unikatowy w skali kraju. (…) W Kujawsko-Pomorskiem, obydwa miasta stołeczne leżą w centrum (w pobliżu geometrycznego środka) województwa mającego regularny kształt i dośrodkowo rozwiniętą sieć drogową i kolejową, dla których miasta te są węzłami. Jeśli porównuje się Bydgoszcz i Toruń do Gdańska i Gdyni(…) Nie można też nie dostrzec, że wprawdzie Gdynia posiada instytucje realizujące funkcje regionalne, ale mimo że jest miastem wyraźnie większym od Torunia (240 tys. wobec niespełna 200 tys.) to jednak potencjał Torunia w tym zakresie przewyższa Gdynię, a potencjał Gdańska znacznie przewyższa potencjał Bydgoszczy. A to oznacza, że dysproporcje w potencjale regionalnym są w Trójmieście znacznie większe, niż pomiędzy Bydgoszczą, a Toruniem.
Fragment ten sprawia wrażenie próby uzasadnienia tezy o wyższości potencjału Torunia nad Gdynią, co ma w sposób pośredni wzmacniać jego pozycję względem Bydgoszczy. Zestawienie to jest jednak nietrafione – dokument nie wyjaśnia, na jakiej podstawie Toruń, będący miastem mniejszym pod względem liczby ludności, gospodarczym czy infrastrukturalnym, miałby przewyższać Gdynię pod względem funkcji regionalnych. Brakuje konkretnych wskaźników lub danych, które by to uzasadniały.
Ponadto sugerowana analogia do relacji Gdynia–Gdańsk w kontekście Bydgoszczy i Torunia jest nietrafiona również przestrzennie. Gdynia i Gdańsk stanowią dziś praktycznie jeden zwarty organizm miejski w ramach Trójmiasta, podczas gdy Bydgoszcz i Toruń dzieli około 40 km niezurbanizowanej przestrzeni – obejmującej tereny leśne, obszary Natura 2000 i dolinę Wisły – co realnie ogranicza spójność funkcjonalno-przestrzenną. Dokument pomija ten istotny fakt, co prowadzi do nieuprawnionych wniosków i zaburza rzetelną ocenę układu osadniczego regionu.
Nadanie miastom określonej „odpowiedzialności” i sformułowanie oczekiwanych zadań, oznacza także zobowiązanie podmiotu ustanawiającego hierarchię do podejmowania określonych działań na rzecz zapewnienia zdolności do realizacji przez te miasta tych zadań. Należy się więc spodziewać, że hierarchia ustanawiana z poziomu administracji rządowej będzie skutkowała wspieraniem rozwoju miast adekwatnie do oczekiwań im stawianym. Na przykład można się spodziewać w przyszłości różnicowania strumieni dostępnych finansów, podobnie jak w poprzedniej i obecnie trwającej perspektywie finansowej Unii Europejskiej (gdzie tylko ośrodki wojewódzkie mają dostęp do dedykowanych środków z Polityki Spójności)
Właśnie dlatego tak istotne jest wzmacnianie pozycji Bydgoszczy jako realnego ośrodka metropolitalnego i aktywne zabieganie o jej formalne uznanie na poziomie krajowym. Bydgoszcz, jako jedyne miasto w województwie kujawsko-pomorskim, posiada wystarczający potencjał demograficzny, gospodarczy i infrastrukturalny, by – podobnie jak już zakwalifikowany Szczecin, a także ubiegający się o to Lublin czy Białystok – zostać objęta statusem metropolii ponadregionalnej, uprawnionej do dedykowanego wsparcia rozwojowego w przyszłych politykach publicznych i programach finansowych państwa.
Tymczasem działania Zarządu Województwa, polegające na forsowaniu fikcyjnej koncepcji tzw. „duopolu” i systematycznym pomniejszaniu roli oraz potencjału Bydgoszczy, grożą trwałym osłabieniem pozycji całego regionu. Próby sztucznego równoważenia dwóch ośrodków, bez oparcia w rzeczywistych wskaźnikach i funkcjach, prowadzą do rozmycia regionalnego centrum rozwoju i mogą spowodować, że Kujawsko-Pomorskie zostanie pominięte przy wyznaczaniu kolejnych metropolii strategicznych dla rozwoju kraju. Bydgoszcz musi być wskazana jako główny biegun wzrostu województwa – w przeciwnym razie region straci historyczną szansę na awans cywilizacyjny.
Według autorów opracowania pozycja i potencjał Bydgoszczy w dużym stopniu są kształtowane przez Samorząd Województwa.
Większość instytucji, którymi dziś zarządza samorząd województwa, powstała jeszcze przed utworzeniem obecnego podziału administracyjnego. Mimo to wszystkie nowe jednostki tworzone przez władze województwa lokowane są konsekwentnie w Toruniu – i właśnie to według zarządu nazywa się 'zrównoważonym rozwojem’. Marszałek Piotr Całbecki przez wszystkie lata swojej kadencji nie powołał ani jednej nowej instytucji wojewódzkiej z siedzibą w Bydgoszczy. Trudno nie uznać tego za świadomą marginalizację największego miasta regionu.
Warto zadać sobie kilka prostych, ale niewygodnych dla władz województwa pytań: ile nowych jednostek samorządowych utworzono w Toruniu, a ile w Bydgoszczy? Ile instytucji przeniesiono z Bydgoszczy do Torunia, a ile odwrotnie? Odpowiedzi są wymowne – i pokazują jasno, że polityka zarządu województwa, z marszałkiem Piotrem Całbeckim na czele, systematycznie marginalizuje Bydgoszcz jako największe i najbardziej dynamiczne miasto regionu
Szczegółowa analiza zadań istotnych dla pełnienia funkcji stołecznych, po pierwsze – dowodzi pełnienia takiej roli przez obydwa miasta, a po drugie – nie daje żadnych podstaw do stwierdzenia, że rola Bydgoszczy jest tu dominująca lub nawet wyraźnie wyższa, niż rola Torunia.(…) Zarząd Województwa podtrzymuje stanowisko, że z poziomu krajowej sieci osadniczej, jest po pierwsze – możliwe, a po drugie – uzasadnione, postrzeganie Bydgoszczy i Torunia jako ośrodków, które ponieważ pełnią rolę faktycznych dwóch stolic o porównywalnym potencjale, to realizują te zadania w „dwuośrodkowym zespole miast (…)Także jeśli porówna się stan rozwoju funkcji o znaczeniu ponadregionalnym, nie dostrzega się zasadniczych różnic między Bydgoszczą a Toruniem.
Zarząd województwa próbuje dziś przekonywać, że Bydgoszcz nie powinna pełnić dominującej czy nawet wyraźnie silniejszej roli od Torunia, ponieważ – rzekomo – nie ma ku temu przesłanek funkcjonalnych. To argument całkowicie nieszczery. Przecież to właśnie samorząd województwa jest jednym z głównych kreatorów tych przesłanek – to on decyduje o tym, gdzie powstają nowe instytucje, spółki czy agencje. A te od lat są tworzone niemal wyłącznie w Toruniu. Innymi słowy: zarząd województwa najpierw świadomie pomija Bydgoszcz przy lokowaniu nowych jednostek, a potem twierdzi, że Bydgoszcz nie spełnia warunków, by odgrywać rolę wiodącą. To cyniczna polityka faktów dokonanych, która nie ma nic wspólnego ani z równowagą, ani ze sprawiedliwością wobec największego miasta regionu.
Zarząd Województwa podkreśla, że prowadzone działania na rzecz uznania Bydgoszczy i Torunia jako „zespołu miast będącego metropolią ponadregionalną” w żadnym wymiarze nie umniejszają i nie ograniczają prawa samorządów obydwu miast do w pełni samodzielnego kształtowania ich przyszłośc
Zarząd Województwa po raz kolejny ucieka się do wprowadzania nowej terminologii, której jedynym celem jest uzasadnienie trwania przy sztucznie utrzymywanym zrównaniu pozycji Bydgoszczy i Torunia. Przez lata mówiono o 'bipolu’, potem o 'duopolu’, następnie o 'dwumieście’, a teraz mamy do czynienia z kolejnym eufemizmem – 'zespołem miast będącym metropolią ponadregionalną’. Za tymi słowami nie idą jednak realne działania ani równowaga w inwestycjach, ani równość w traktowaniu obu miast. W rzeczywistości to tylko językowa zasłona dymna, która ma ukryć fakt, że Bydgoszcz – największe miasto województwa – jest systematycznie marginalizowana przez władze samorządowe
Zarząd dokonując porównań należy jednak pamiętać, że ze względu na sposób publikowania danych przez GUS, prezentowane są dane dla Gdańska i Katowic, a nie dla Trójmiejskiego Obszaru Metropolitalnego i Śląskiego Obszaru Metropolitalnego. W obydwu przypadkach rzeczywisty potencjał tych obszarów może być więc znacząco większy, niż wynikałoby to z prezentowanych danych
Dobrze, że zarząd województwa w końcu dostrzegł, jak bardzo sposób prezentowania danych statystycznych przez GUS może zniekształcać rzeczywisty obraz potencjału obszarów metropolitalnych. Ma to szczególne znaczenie w kontekście województwa kujawsko-pomorskiego, gdzie Bydgoszcz i Toruń wraz z okolicznymi powiatami ujęte są w jednej jednostce NUTS-3. Taki sposób agregacji całkowicie rozmywa realne różnice funkcjonalne i rozwojowe pomiędzy tymi miastami.
Bydgoszcz – jako największe miasto regionu, o wyraźnie metropolitalnym charakterze i znaczącym potencjale gospodarczym – powinna być analizowana samodzielnie, w odniesieniu do swojego rzeczywistego obszaru oddziaływania. Czas najwyższy, by dane i analizy odzwierciedlały rzeczywistość, a nie polityczne kompromisy. Bydgoszcz zasługuje na rzetelną, niezafałszowaną ocenę swojego potencjału.
Raport o stanie województwa za 2024 rok, choć formalnie obejmuje cały region, w rzeczywistości potwierdza trwającą od lat tendencję marginalizowania Bydgoszczy. Stanowisko zarządu województwa w sprawie funkcji metropolitalnych obu miast nie tylko nie odzwierciedla rzeczywistych proporcji i potencjału, ale budzi uzasadniony sprzeciw – zarówno społeczny, jak i samorządowy. Próby narzucania sztucznego modelu „wspólnej metropolii”, bez poszanowania głosu mieszkańców i realnych uwarunkowań rozwojowych, mogą prowadzić do dalszej erozji zaufania do instytucji wojewódzkich. Bydgoszcz zasługuje na podmiotowe traktowanie, a nie rolę statysty w regionalnej polityce.
- Sobala-Gwosdz, A. (2023). Wyzwania, trendy i procesy rozwoju gospodarczego. Identyfikacja biegunów wzrostu i ośrodków równoważenia rozwoju w Polsce (s. 27). Warszawa–Kraków: Instytut Rozwoju Miast i Regionów.
↩︎ - Stańczyk, A. (Departament Planowania Rozwoju i Współpracy Regionalnej, Urząd Marszałkowski Województwa Kujawsko-Pomorskiego).
↩︎ - Stańczyk, A. (Departament Planowania Rozwoju i Współpracy Regionalnej, Urząd Marszałkowski Województwa Kujawsko-Pomorskiego).
↩︎ - Sobala-Gwosdz, A., Czakon, P., Gwosdz, K., & Hetmańczyk, K. (2024). Innowacyjność i kreatywność ośrodków miejskich (s.56). Warszawa–Kraków: Instytut Rozwoju Miast i Regionów.
↩︎ - Sobala-Gwosdz, A., Czakon, P., Gwosdz, K., & Hetmańczyk, K. (2024). Innowacyjność i kreatywność ośrodków miejskich (s. 65). Warszawa–Kraków: Instytut Rozwoju Miast i Regionów.
↩︎ - Sobala-Gwosdz, A. (2024). Baza ekonomiczna miast i ich obszarów funkcjonalnych (s. 20). Warszawa–Kraków: Instytut Rozwoju Miast i Regionów
↩︎ - Sobala-Gwosdz, A. (2023). Wyzwania, trendy i procesy rozwoju gospodarczego. Identyfikacja biegunów wzrostu i ośrodków równoważenia rozwoju w Polsce (s. 26). Warszawa–Kraków: Instytut Rozwoju Miast i Regionów.
↩︎ - Sobala-Gwosdz, A. (2024). Baza ekonomiczna miast i ich obszarów funkcjonalnych (s. 27). Warszawa–Kraków: Instytut Rozwoju Miast i Regionów
↩︎






