Nieudana próba polemiki radnego Michała Czepka – demografia

Nieudana próba polemiki radnego Michała Czepka – demografia

Pan radny Michał Czepek, określający siebie mianem „geografa”, postanowił odnieść się do przedstawionych przez nas argumentów dotyczących sytuacji demograficznej Bydgoszczy. Niestety, uczynił to w sposób mało przekonujący, a momentami wręcz mijający się z faktami. Można odnieść wrażenie, że albo konfabulował, albo nie miał wystarczającej wiedzy w poruszanym temacie.

Radny opierał swoje wnioski wyłącznie na danych GUS, pomijając całkowicie fakt, że sama metodologia liczenia mieszkańców w Polsce od lat jest przedmiotem poważnej dyskusji. Gdyby rzeczywiście interesował się demografią, wiedziałby, że problem nieprecyzyjnego ustalania liczby ludności był i jest szeroko komentowany przez środowiska naukowe, samorządy oraz organizacje eksperckie.

W tym roku GUS zorganizował konferencję pt. „Mieszkaniec, czyli kto? – zmierzyć niemierzalne”, która miała na celu rozpoczęcie dyskusji nad koniecznością rewizji sposobu pomiaru liczby ludności Polski. Zgromadziła ona przedstawicieli rządu, samorządów, demografów, naukowców i statystyków. Problem ten był również wielokrotnie podnoszony przez Unię Metropolii Polskich i Fundację Batorego.

W raporcie „Czy wiemy, ile nas jest?” autorzy wskazują, jak istotne są wiarygodne dane demograficzne:

„Z jednej strony informacje te są niezbędne do kreowania polityk społeczno-ekonomicznych na wszystkich szczeblach administracji publicznej. (…) obejmują one zadania takie jak planowanie usług publicznych, budownictwa mieszkaniowego, szkolnego, zdrowotnego czy organizację dokumentów strategicznych.”

Raport apeluje również o reformę metodologii spisowej, wzorowaną na rozwiązaniach francuskich i włoskich – np. poprzez zastosowanie techniki spisu kroczącego. Brak takiej zmiany będzie skutkować coraz większą niedoskonałością danych i spowolnieniem w zdobywaniu wiedzy o rzeczywistej liczbie mieszkańców.

Dlatego wiele miast decyduje się na zlecanie własnych badań, aby uzyskać rzetelny obraz rzeczywistej liczby mieszkańców. Przykładem jest Poznań, który niedawno przeprowadził analizę opartą na danych z logowań telefonów komórkowych. Wyniki pokazały, że w mieście przebywa faktycznie ponad 716 tysięcy osób, podczas gdy według danych Głównego Urzędu Statystycznego liczba mieszkańców wynosi zaledwie 538 tysięcy.

Wypada zatem oczekiwać, że osoby zabierające głos w debacie publicznej na temat demografii będą znały kontekst, w którym się wypowiadają – zwłaszcza jeśli dotyczy to tak istotnych spraw jak polityka regionalna i przyszłość największego miasta województwa.

Dane danymi, ale ilu naprawdę jest mieszkańców? Przykład Torunia

źródło:www.torun.pl

Pan radny wspomniał, że według danych GUS Toruń liczył 193 tysiące mieszkańców na koniec grudnia 2024 roku. Tymczasem na stronie Urzędu Miasta Torunia widnieje informacja, że na marzec 2025 roku liczba mieszkańców wynosi już tylko 176 tysięcy. Co więc stało się – według danych, na które powołuje się Pan radny – z niemal 17 tysiącami mieszkańców w zaledwie trzy miesiące?

Czy Pan radny kwestionuje dane podawane przez sam Urząd Miasta Torunia? A może to po prostu kolejny dowód na to, jak problematyczne i rozbieżne potrafią być oficjalne statystyki ludności – szczególnie gdy nie uwzględniają one realnych, codziennych migracji i faktycznego zamieszkania?

Warto również uwzględnić zjawisko suburbanizacji, w ramach którego wielu mieszkańców przeprowadza się poza administracyjne granice miasta, zachowując jednak Bydgoszcz jako swoje główne centrum życia zawodowego, edukacyjnego i społecznego. Bydgoszczanie osiedlają się nie tylko w powiecie bydgoskim, ale także w innych powiatach, takich jak toruński, co dodatkowo komplikuje jednoznaczne określenie rzeczywistego zasięgu oddziaływania miasta.

Statystyki, które mówią więcej niż GUS – ilu naprawdę jest mieszkańców Bydgoszczy?

Obecnie trudno jednoznacznie oszacować, ilu mieszkańców faktycznie zamieszkuje Bydgoszcz, jednak pomocne mogą być dane publikowane przez różne instytucje państwowe i samorządowe. Przykładem są statystyki przedstawione przez Wojewódzki Urząd Pracy w Toruniu dotyczące obywateli Ukrainy na kujawsko-pomorskim rynku pracy w 2024 roku.

Na koniec grudnia 2024 roku liczba pracujących obywateli Ukrainy kształtowała się następująco:

  • Bydgoszcz – 17 381 osób
  • Toruń – 5 153 osoby
  • powiat nakielski – 3 191 osób
  • powiat toruński – 2 247 osób
  • powiat bydgoski – 1 548 osób

Dane te pokazują, że tylko w samej Bydgoszczy i powiecie bydgoskim pracuje niemal 19 tysięcy obywateli Ukrainy, podczas gdy w Toruniu i powiecie toruńskim jest ich nieco ponad 8 tysięcy. To dodatkowo potwierdza znaczenie Bydgoszczy jako największego ośrodka migracyjnego i gospodarczego w regionie.

Warto zaznaczyć, że „Prognoza ludności Polski na lata 2023–2060” opiera się na krajowej definicji ludności, czyli danych meldunkowych. Oznacza to, że uwzględnia wyłącznie migracje na pobyt stały, a te są rejestrowane dopiero w momencie uzyskania prawa stałego pobytu.

W praktyce prowadzi to do istotnego opóźnienia w odzwierciedleniu rzeczywistego stanu ludności – np. w przypadku obywateli Ukrainy, którzy przybyli do Polski po 2022 roku. Dopiero w 2027 roku – po upływie pięciu lat pobytu – będą mogli ubiegać się o prawo stałego pobytu, a tym samym zostać formalnie ujęci w prognozach demograficznych GUS.

Warto o tym pamiętać, komentując dane demograficzne – szczególnie że większość państw europejskich już wcześniej włącza uchodźców i migrantów czasowych do swoich szacunków populacji.

Jeśli przyjrzymy się statystykom Zakładu Ubezpieczeń Społecznych, w szczególności liczbie osób fizycznych objętych ubezpieczeniami emerytalnym i rentowymi (czyli osób pracujących), zauważalny jest wyraźny wzrost w przypadku Bydgoszczy i powiatu bydgoskiego. Pod koniec 2012 roku liczba ta wynosiła łącznie ok. 188 tysięcy, a obecnie przekracza już 200 tysięcy.

W przypadku Torunia również odnotowano ogólny wzrost w skali miasta i powiatu, jednak warto zauważyć, że w samym mieście liczba pracujących w analizowanym okresie spadła. Oznacza to, że rozwój aktywności zawodowej przesuwa się poza granice administracyjne Torunia, w przeciwieństwie do Bydgoszczy, gdzie zarówno samo miasto, jak i jego otoczenie wykazują wzrost.

Dodatkowym elementem, który może wskazywać na rzeczywistą liczbę mieszkańców danego miasta, są wybory prezydenckie. W ich trakcie osoby na stałe mieszkające w danym miejscu, ale niezameldowane, często dopisują się do list wyborczych, by móc oddać głos. O ile w miejscowościach typowo turystycznych może to prowadzić do zafałszowanego obrazu, o tyle w miastach takich jak Bydgoszcz zjawisko to warto traktować jako sygnał demograficzny.

Jak poinformował Urząd Miasta Bydgoszczy, do pierwszej tury wyborów prezydenckich w 2025 roku do spisu wyborców dopisało się ok. 10 tysięcy osób — co dowodzi, że wiele osób na co dzień związanych z Bydgoszczą nie figuruje w statystykach meldunkowych, lecz traktuje miasto jako swoje faktyczne miejsce zamieszkania i aktywności obywatelskiej.

źródło: Urząd Miasta Bydgoszczy

Dane wybiórcze, wnioski błędne

Wypowiedź radnego, oparta wyłącznie na wybranych danych GUS, sprawia wrażenie próby przedstawienia Bydgoszczy w niekorzystnym świetle. Pomija ona szeroko dyskutowany w kraju problem niedoszacowania liczby mieszkańców miast w oficjalnych statystykach. Bydgoszcz realnie liczy więcej mieszkańców niż wynika to z meldunków, co potwierdzają dane ZUS, WUP oraz fakt, że przed wyborami prezydenckimi w 2025 roku do spisu dopisało się ponad 10 tysięcy osób. Takie uproszczenia i manipulowanie liczbami nie służą rzetelnej debacie o przyszłości regionu. Warto oczekiwać od radnych uczciwego podejścia i korzystania z pełnego obrazu danych, a nie tylko tych, które pasują do z góry przyjętej tezy.